Odsłona druga - kobieta i życie.
RSS
poniedziałek, 15 września 2014

..., ale nie tutaj. Wróciłam na mój stary, dobry blog SM i Justyna. Na tym nie czułam się dobrze.

21:30, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
wtorek, 01 stycznia 2013

No, już przyszedł. Fajerwerki w naszej okolicy były huczne i widowiskowe, ale "amunicja" już się skończyła. Co jeszcze? Po północy sąsiedzi zrobili nam bardzo sympatyczny, niezapowiedziany nalot – 4 osoby i wielki sznaucer po 2 relanium, a więc bardzo wyluzowany i spokojny – prawie zasnął pod ławą. Fajnie było i niezobowiązująco. A teraz skądś z daleka słychać taneczne rytmy – dzielnica jeszcze nie śpi. :-))

Szczęśliwego Nowego Roku!

02:04, ju-sty-na
Link Komentarze (8) »
środa, 26 grudnia 2012

To były dobre święta! :-)

21:19, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 24 grudnia 2012

Co jest ważne w święta? Dla jednych strawa duchowa i religijna, dla drugich suto zastawiony stół albo spotkanie z bliskimi, a dla jeszcze innych superprezenty pod choinką.

Życzę więc wszystkim

UDANYCH ŚWIĄT!

By każdy mógł powiedzieć: "To były dobre święta!"

15:24, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
piątek, 21 grudnia 2012
niedziela, 16 grudnia 2012

W sumie nie dotarliśmy wczoraj do znajomych na imprezę. Odwilżowa ciumpyrda mnie powstrzymała – nie odważyłam się wyjść na to lodowisko. Ułańska fantazja to fajna rzecz, ale jednak rozsądek górą – po co sobie dodatkowo komplikować życie. A wina "Produced by Znajomi" i tak spróbujemy – obiecali, że przyjdą do nas z flachą. :-))

21:40, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
sobota, 15 grudnia 2012

Podoba mi się to zdjęcie – po prostu. :-))

00:02, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 grudnia 2012

Gdy w jednej z notek wspomniałam o mojej chorobie, a potem w odpowiedzi na pytanie o objawy odesłałam do mojego starego bloga, lala.lu napisała w komentarzu: "O kurcze! Zajrzę do Twojego starszego bloga. Na jakim teraz jesteś etapie - jeśli możesz o tym napisać. Co można a czego nie można?".

I mam problem, bo ten blog powstał właściwie dlatego, że chciałam się trochę odciąć od SM-u, nie podkreślać choroby i nie afiszować się nią już w tytule i opisie. Absolutnie nie dlatego, że chcę chorobę ukrywać czy też, że wstydzę się jej, ale po to, by nie być od razu postrzeganą przez jej pryzmat. Bo ja to ja – po prostu. A że choruję na SM? No cóż…, a niektórzy mają rude włosy albo słuch absolutny.

Blog "SM i Justyna" będzie sobie pewnie istniał w sieci, tym bardziej, że nadal cieszy się sporą poczytnością. Może komuś pomoże lub choćby zaciekawi – to w końcu prawie pięć lat mojego życia. Ale w pewnym momencie jego formuła przestała mi odpowiadać. Prosto mówiąc: to JA chcę być ważniejsza od choroby! Dlatego przeprowadziłam się tutaj i powoli urządzam swój nowy "dom".

Po przydługim wstępie piszę odpowiedź dla lala.lu. Może opowiem po prostu o moich planach na najbliższe dni, nie unikając pisania o tym, co będzie dla mnie trudne i w czym ogranicza mnie choroba. To da obraz mojego stanu.

Adam (mężu) i ja wybieramy się w sobotę do znajomych – koleżanka miała niedawno kolejne osiemnaste ;-)) urodziny, a jej mąż krótko przed świętami obchodzi imieniny. Znajomi mieszkają na drugim piętrze w starej kamienicy. Jeszcze kilka lat temu nie był to dla mnie problem – teraz już jest, bo schody są strome, z krótkimi stopniami i poręczą tylko z jednej strony. Do tego tak wąskie, że nie zmieszczą się dwie osoby obok siebie, żeby podczepić się lub podtrzymać pod pachę. Mam nadzieję, że dam radę wejść, ale całą akcję muszę mieć dobrze przemyślaną: żadnych bardzo szerokich spodni lub długich spódnic, lepiej kurtkę niż płaszcz, buty, których nie pogubię i oczywiście płaskie (obcasów z bólem serca nie noszę od… chyba 6 lat), włosy – żeby nie przeszkadzały wygodniej będzie spiąć niż rozpuścić, ale tego jeszcze nie przesądzam. Oczywiście dreszczyk emocji będzie – wejdę, nie wejdę? Aha, jeszcze kolega na czatach, żeby światło na klatce schodowej automatycznie się nie wyłączyło. A jak już dotrę na górę (co będzie trwało i trwało), to padnę na najbliższe siedzisko, żeby trochę odsapnąć. Gospodarze i inni goście będą się prześcigać w przyjaznych gestach, żeby mi pomóc: ściągnąć okrycie, odłożyć torebkę, podać kule, pomóc wstać z krzesła czy fotela itd. Nie piszę tego ironicznie, bo to bardzo sympatyczne, że otaczają mnie ludzie szczerze życzliwi, ale nadmiar opiekuńczości grozi zagłaskaniem. Moi bliscy wiedzą, że staram się "siama".

Na imprezę raczej nie wybierzemy się samochodem – musiałby prowadzić mężu, bo ja nie odważam się prowadzić od ponad dwóch lat, a poza tym to żadna przyjemność odśnieżać w nocy i odpalać zmarznięty samochód i wreszcie najważniejszy powód: znajomi robili w tym roku po raz pierwszy domowe wino! Przecież musimy spróbować! ;-))

Przy stole sobie poradzę, choć precyzyjne czynności to dla moich rąk spore wyzwanie. I reakcja na gorące naczynie też bywa nieprzewidywalna – ręka potrafi mi niekontrolowanie podskoczyć albo "zemdleć".

Staram się sadowić blisko łazienki, bo i z tym mam pewne problemy – jak muszę siusiu, to bardzo szybko. :-(

Schodzi mi się po schodach dużo łatwiej niż wdrapuje na nie, ale czy po domowym winku też tak będzie? Hmmm… ;-))

Tak to mniej więcej wygląda.

Po domu chodzę z chodzikiem, na zewnątrz z kulami lub z 1 kulą i kimś pod pachę, na dalsze wojaże – typu sklepy – używam wózka, który na co dzień stacjonuje w garażu. Jak większość chorych na SM mam kłopoty z męczliwością – bywa, że bez przyczyny dopada mnie taka słabość, że nie jestem w stanie zrobić prawie nic – nawet kolejnego kroku czy oddechu. To objaw, którego nie widać i bardzo trudno zrozumieć go ludziom z zewnątrz. Otoczenie myśli nieraz, że to po prostu lenistwo, a naprawdę tak nie jest. Zdarzyło mi się np., że nie byłam w stanie pokroić ogórków i pomidorów, które chciałam podać gościom – nie miałam siły podnieść rąk i robić nimi czegokolwiek.

Zaskoczyło mnie pytanie:"Co można a czego nie można?". Jak to rozumieć? Wg mnie wszystko można. Jeśli daje się radę, to jaki problem?

A nawet jeśli mamy jakieś ograniczenia, to przecież nie można kryć się za nimi, traktować ich jako parawanu. Lepiej pogłówkować, jak je obejść, żeby czegoś fajnego nie przegapić i jak najwięcej łyknąć z życia.

01:40, ju-sty-na
Link Komentarze (9) »
wtorek, 11 grudnia 2012

… kilka zdań o naszych "siostrach mniejszych", czyli kocicach.

Od kilku dni Taka awanturuje się, że śniegu nie zamawiała, mrozu też nie, więc proszę od niej nie wymagać, żeby karnie wychodziła "za potrzebą" na dwór. A że nie zawsze trafi celnie do kuwety? To przecież nie jej wina, że takie małe produkują. Dla niej powinna być specjalna – przynajmniej wielkości ogrodu. :-))

Tika z kolei z zimy problemu nie robi. To poszukiwaczka przygód, która lubi brodzić w śniegu, znikać nawet na pół mroźnej nocy i pokrzykiwać na ptaki przylatujące do karmnika. Potem wraca – solidnie się naje, ugrzeje na parapecie nad grzejnikiem, wyśpi i… znów znika. :-))

22:29, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8