Odsłona druga - kobieta i życie.
RSS
poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Jakoś nie mogę wyleźć z tematyką wpisów ze swojego "ogródka". A co tam, nie od razu musi być egzystencjalno-filozoficznie! :-) Zresztą długi weekend "głębokim" tematom nie sprzyja, temperatura też nie.

To może rocznicowo. Równo pięć lat temu po raz pierwszy oglądaliśmy dom, w którym teraz mieszkamy. Nic szczególnego – "klocek" z płaskim dachem, wybudowany na początku lat osiemdziesiątych, więc w dosyć siermiężnych czasach. Ale z takim rozkładem pomieszczeń, jakiego potrzebowaliśmy – po niedużych przeróbkach mogły powstać dwa niezależne mieszkania. Tego szukaliśmy! Oj długo, długo…, niemal dwa lata. Bo musieliśmy znaleźć taki dom, który będzie wygodny dla dwóch rodzin – dla moich rodziców i dla nas. Okoliczności zmusiły nas do takiego kroku – zrezygnowania z niezależnych gospodarstw i zjednoczenia sił w codziennych zmaganiach z choróbskami – ze skutkami udaru mózgu w przypadku mojego taty i ze stwardnieniem rozsianym u mnie. Nie była to łatwa decyzja, bo wiązała się z utratą tak pieczołowicie budowanej przez wiele lat wolności, niezależności i samostanowienia – obu rodzin. Ale cóż – C'est la vie!

Jak wygląda bilans po pięciu latach? Myślę, że przeważają zyski. Choć oczywiście pojawiają się i straty, ale przy okazji rocznicy nie będę o nich pisać.

Na pewno prościej zapewnić komuś opiekę, gdy jest pod bokiem. Zdarzyło się, że moja mama trafiła do szpitala i dzięki wspólnemu zamieszkaniu łatwiej było zająć się tatą, który wymaga pomocy w wielu życiowych czynnościach, bo jest częściowo sparaliżowany. W drugą stronę też to działa – gdy ja jestem w szpitalu lub w sanatorium mam pewność, że rodzice nie dadzą zginąć swojemu zięciulkowi.

Staramy się mieć jak najwięcej swoich spraw, swoich znajomych, swoje zajęcia i zainteresowania. Nieraz to się przenika, zazębia, ale chyba generalnie nie przeszkadza, raczej wzbogaca naszą i rodziców codzienność.

"Starszyzna" ceni sobie, że na większość uroczystości nie muszą nigdzie jechać, szykować się, stroić, bo wystarczy, że zbierzemy się we czwórkę i impreza gotowa. To prawda, nawet jak licho się czują nic nie tracą, najwyżej obchody są króciutkie i symboliczne. Zdarza nam się też świętować o różnych, nieraz bardzo nietypowych porach, np. jakiś toaścik tuż po północy. ;-))

Bywa, że musimy trochę poskramiać szalone zapędy rodziców, którzy wciąż chcieliby funkcjonować jak za młodu i podejmują takie działania, że włos się jeży. Nieraz trzeba być tym "złym policjantem". ;-//

O tym, jak przeprowadzaliśmy się i remontowaliśmy nasz dom pisałam na początku mojego poprzedniego bloga. Ciekawych odsyłam. Haaa…, lekko nie było. I pomyśleć, że to już pięć lat!

Oj, dużo się zmieniło przez ten czas! Części planów nie udało się zrealizować. Niektóre tematy rozwinęły się zupełnie inaczej niż myśleliśmy. Ale o tym przy innej okazji.

23:44, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
piątek, 27 kwietnia 2012

Może na początek ten link.

Skąd ja to znam? Długo ukrywałam chorobę. Póki się dało. Nie chciałam nawet położyć się do szpitala na ostateczną diagnozę, mimo że od wielu lat właściwie miałam pewność, że to stwardnienie rozsiane. Do pewnego momentu choroba "bodła" mnie dosyć delikatnie – objawy pojawiały się i znikały, sterydy pozwalały je niwelować, nie było źle. Ale w pewnym momencie deficyty przestały ustępować. Póki dotyczyło to rąk - pół biedy, ale gdy zaatakowało nogi, ukrywać już się nie dało.

I wiecie co? Wstydziłam się! Tak, jakby to była moja wina, jakbym popełniła jakieś przestępstwo! A ja tylko zachorowałam! Przecież nie my decydujemy o chorobie! Ale świat nie lubi słabych i przegranych, a tak postrzegani są chorzy i niepełnosprawni. Dużo by mówić.

Dziś cieszę się, że ten etap mam już za sobą, bo psychicznie było to ciężkie. Chociaż… kolejne etapy wcale nie są łatwiejsze – teraz udowadniam sobie i innym, że mimo choroby i związanych z nią ograniczeń wciąż jestem tą samą osobą – z takim samym poczuciem humoru i apetytem na życie.

23:56, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
środa, 25 kwietnia 2012

Czyli prądu – gdzieniegdzie od razu wiedzą, o co chodzi, innym trzeba na polski przełożyć. ;-)) No więc nie było i to nie godzinę czy dwie, ale całe sześć. Uuu… A to już dla człowieka z XXI wieku PRAWIE katastrofa!

Początek był jeszcze spokojny – ot, wyłączyły się komputery. Bywa, może jakiś korek wysadziło? Okazało się, że to poważna awaria w całej dzielnicy. Hmmm… A ja właśnie chciałam odgrzać Adamowi obiad – na elektrycznej płycie!!!

– No trudno, pojadę bez obiadu, najwyżej zjem jakiegoś "chińczyka" – stwierdził mój mąż i zebrał się do wyjścia.

– Dobrze, że chociaż ogrzewanie mamy na gaz – to ja.

– Ale ono się załącza elektryczną iskrą, czyli nie będzie działało.

– Y… (tu tak zwana inteligentna reakcja) ;-)))

Mąż wyszedł, ale jak szybko się zebrał, tak szybko wrócił:

– O kurczę! Przecież brama jest na prąd! :-/// Gdzie są te kluczyki do ręcznego otwierania?

Poszukiwania trochę trwały, potem coś się zacięło i potrzebne były narzędzia. Uff… Udało się, ale nie bez bólu (i nie bez brudu ;-) ).

Adam pojechał, a ja walczyłam dalej. Kuchenka, piekarnik, mikrofalówka, zmywarka, czajnik – to wszystko jest na prąd! Dobrze, że zdążyłam chociaż kawę wypić.

U mojego taty był akurat rehabilitant i uświadomił nam, że gdybyśmy mieli nowoczesne, elektrycznie podnoszone i opuszczane łóżko ortopedyczne, a nie takie stareńkie, pneumatyczne, to po ćwiczeniach tata by nie dał rady z niego zejść, bo łóżko było w górze, gdy zabrakło prądu.

Po skończeniu ćwiczeń tata zupełnie nie wiedział, co ze sobą zrobić. Telewizor, komputer, internet, telefon – nic nie działało! Z tej rozpaczy włączył radio na baterie i położył się spać.

Mamy nie było, więc zadzwoniłam na komórkę, żeby ją uprzedzić, co zastanie w domu. "Zdruzgotana" postanowiła nie wracać, tylko pochodzić po sklepach. ;-)) Ale i tak wróciła szybciej niż nam prąd włączyli i powieliła pomysł taty – położyła się spać.

A ja? Też miałam problem. Czego się chwyciłam – odbijałam się od braku prądu. Trochę poczytałam, uporządkowałam papiery, pochowałam ciuchy, przejrzałam jakieś katalogi, pozastanawiałam się, co z dzisiejszym obiadem (ale pomysł robienia grilla w deszczu zdecydowanie odrzuciłam! :-) ) i… położyłam się spać. :-))

Prąd nam oddali około 19. Uff… Życie wróciło do normy! ;-)))

21:57, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Moja mama – kobieta ciągle zadbana i elegancka – zadała mi pytanie, czy są kremy do twarzy dla pań w wieku 70+? Hmmm… Spytałam wujka Gugla i okazało się, że są, nawet kilku firm. W sklepach jakoś ich nie widziałam. A może ja po prostu na ten przedział wiekowy jeszcze nie patrzę? ;-)))

22:06, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »

Obudziłam się po czwartej – wiadomo po co. ;-)) Udałam się w wiadome miejsce, a potem z rozkoszą wróciłam do łóżeczka. Nie zdążyłam zasnąć, gdy… odezwały się ptaki. Najpierw pojedyncze głosy, następnie cały chór. Rewelacja! :-)) Na to z komody zeskoczyła obudzona kotka – swoje waży, więc słychać. Pochrupała coś tam z kociej miski i ucichła.

Chwilę później usłyszałam, że na parterze otwierają się drzwi balkonowe – domyśliłam się, że to moja mama wypuszcza kocice na zewnątrz. Oj, pozbadły ją trochę! Skoro świt przychodzą do niej do sypialni, przednie łapki opierają na łóżku i miauczą prosto do ucha – niby cichutko, ale upierdliwie. ;-)) Chcąc nie chcąc wstaje i wypuszcza futrzaki na dwór. Nam nie marudzą, bo wyczuły już, że jesteśmy dosyć odporni na ich głosowe postulaty i wiele nie zwojują. Za to mama ma miękkie serce i chciałaby dopieścić cały świat. :-))

Wrzucam link do fajnego artykułu o kotach – jakbym o swoich czytała!

15:57, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 kwietnia 2012

21 lat temu pewna Justyna i pewien Adam przed ważnym urzędnikiem, a potem też przed księdzem zgodnie powiedzieli "TAK". Następnie było szalone wesele do białego rana z "Lambadą", "Kaczuszkami" i przyśpiewkami w rodzaju "A teraz idziemy na jednego…", a potem "żyli długo i szczęśliwie". W sumie… tak, bo po 21 latach nadal się kochamy, szanujemy, potrafimy się sobą cieszyć. Mamy wspólne sprawy i tematy do rozmowy, a kłopoty i problemy dzielimy na dwoje – wtedy są łatwiejsze do dżwigania.  Chyba dobraliśmy się jak w przysłowiowym korcu maku.

Po tylu latach z jednym i wciąż tym samym mężem chyba już mogę dawać dobre rady, co?

Bardzo pomaga nam poczucie humoru (często zgryźliwo-ironiczne ;-) ) i pewien dystans do siebie. Pierwszy z brzegu przykład:

Adam całuje mnie dziś rano na przywitanie i mówi:

– Fajnie, że po tylu latach możemy jeszcze na siebie patrzeć, nawet z bliska, co?

Moja szybka riposta:

– A bo ja jeszcze nie włożyłam okularów! ;-))

No i jak tu się nie uśmiechnąć???

22:31, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Gadanie dla samego gadania? Rozumiem i toleruję, ale tylko do pewnego stopnia. Co za dużo to niezdrowo. Przed chwilą nie zdzierżyłam i porzuciłam pewien blog. Szkoda moich oczu jeżeli ze słowa pisanego zupełnie nic nie wynika. Howgh!

00:00, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
niedziela, 15 kwietnia 2012

Znalazłam to u zmorki i też muszę ukraść, bo jest super:

23:24, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »

…była pracowita.

Wprawdzie w piosence jest, że "…będzie dla nas", ale życie rządzi się swoimi prawami. Zwłaszcza, jeżeli pracuje się "na swoim". Magiczne daty: 10, 15, 20, 25 – czyli ZUS, podatki i VAT. Taaak… Jeżeli traktuje się poważnie swój "biznes", to nawet urlopy planuje się pod tym kątem. Przynajmniej ja tak robiłam. Teraz, ze względu na stan zdrowia, jestem "kobietą domową", ale działalność prowadzi mój mąż, więc chcę czy nie chcę (a raczej chcę :-) ), nadal żyję w rytmie tych dat. Niedziela czy nie niedziela pewne sprawy trzeba napędzić, zlecić, powysyłać, zaplanować, przygotować i tak dalej, i tym podobnie…

Ale teraz już luzik i błogie lenistwo. :-)

22:49, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »

Ha! Chciałam zająć się dopieszczaniem siebie: maseczka, manicure, depilacja…, ale popisałam tutaj, "rozkręciłam imprezę", zajrzałam na inne blogi i… jakoś zeszło. Nie żałuję. Sympatyczny wieczór. Mężu nalał nam po kieliszku winka, pogadaliśmy o różnościach, policzyliśmy "inwentarz": pozostali domownicy – 2 sztuki – obecni, kocice – 2 sztuki – obecne. Pora zbierać się do spania. Przed nami jeszcze weekendowa niedziela. Dobranoc!

00:57, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2