Odsłona druga - kobieta i życie.
RSS
środa, 23 maja 2012

Służy mi niepisanie. Mój nowy blog i próba powrotu na blogowisko były zdecydowanie zbyt wczesne. Tych, których zawodzę swoją nieobecnością tutaj i brakiem nowych notek przepraszam, ale jeszcze muszę odpocząć. Nawet na znajome blogi prawie nie zglądam. A za tydzień wyjeżdżam do sanatorium i też raczej nie będę stamtąd pisać. No chyba, że nabiorę wielkiej ochoty. Przecież wiadomo, że kobieta zmienną jest. :-))

Całusy i pozdrowienia dla wszystkich moich czytaczy.

14:04, ju-sty-na
Link Komentarze (7) »
niedziela, 06 maja 2012

Trafiłam w internecie na wypowiedzi mojego kolegi ze studiów w ostatnio "gorącym" temacie – że szkoły i uczelnie nie edukują tak, jak w dzisiejszych czasach powinny, że wręcz produkują bezrobotnych i że absolwentom tylko się wydaje, że są przygotowani do pracy, a jak przyjdzie co do czego to….  klapa. :-( Nie chcę wchodzić głębiej w ten problem, bo to temat-rzeka. Napiszę tylko tyle: Nareszcie!!!  Wreszcie ktoś powiedział głośno, że "król jest nagi". Zobaczymy do czego ta, medialna na razie, burza doprowadzi.

Ja chcę o czymś zupełnie innym: Mariusz (ten mój kolega) pisze na khmmm… "nobilitującym" portalu, z pozycji "autorytetu" – doktora habilitowanego i uczelnianego profesora, a dla mnie to wciąż po prostu dobry kumpel. ;-)) Żadne napuszone "ą", "ę" mnie nie zwiedzie, bo czytam Jego wypowiedzi przez pryzmat naszej znajomości – w czasach studenckich i potem pracy na tej samej uczelni. Bo muszę się przyznać, że mnie też trafił się taki kilkuletni "naukowy" epizod. Ale w przeciwieństwie do Mariusza nie wytrwałam i poszłam realizować się gdzie indziej. Co ciekawe – zawodowo dotarliśmy do tej samej tematyki – edytorstwa. On od strony akademickiej, a ja od praktycznej.

Poczytałam Jego wypowiedzi (wpisy właściwie, bo to blog) i z ciekawości "poguglałam" trochę, żeby zobaczyć co na uczelni slychać – kto został, kto odszedł, kto awansował itd. Sporo znajomych osób jest po doktoratach, a i habilitacje się zdarzają, nawet proces o plagiat się trafił :-(. Taaa… A mój nieskończony doktorat leży gdzieś w garażu, muszę kiedyś się z nim rozprawić i po prostu spalić. To nie powinno być trudne, bo nie mam do niego sentymentu. Rezygnacja z kariery naukowej była moim świadomym wyborem. Czułam, że to nie dla mnie. Chociaż bardzo lubiłam zajęcia ze studentami. To akurat było fajne. Ale praca naukowa zupełnie mi nie leżała. Zajmowałam się duperelami, które i tak nie miały wpływu na rozwój mojej dziedziny, "biłam pianę" głosząc "wiekopomne" odkrycia, błeee… Przecież to było bez sensu! No niestety, tak bardzo często powstają doktoraty. :-(( A ja nie potrafiłam się z tym pogodzić. Chciałam robić coś z sensem, a nie zajmować się "mamuleniem" o niczym.

Pamiętam, jak moja promotorka o mało apopleksji nie dostała, jak przepytywana na temat zaawansowania prac nad referatem na konferencję naukową powiedziałam jej szczerze, że nie bardzo mam czas się tym zająć, bo właśnie… chodzę na kurs księgowości. ;-))) Jak myślę o tym po latach, stwierdzam, że bezczelne to było aż do bólu. :-))) I chyba nie powinnam się dziwić kobiecie, że za karę dzień przed moim ślubem (o którym wiedziała) kazała mi przyjść do siebie na omówienie konspektu zajęć. ;-)))

I pamiętam, że gdy rezygnowałam z pracy na uczelni, między innymi Mariusz nie mógł tego zrozumieć. Na widok mojego podania zaskoczony stwierdził: "Przecież my ciebie nie rotujemy, jeszcze masz czas na doktorat!" To była prawda, ale ja już tego nie chciałam ciągnąć. I nigdy nie żałowałam, że odeszłam. Ja tam po prostu nie czułam się na swoim miejscu.

01:16, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
piątek, 04 maja 2012

Naprawdę wszystkie te dni mieliście odpoczynkowe? Bo my nie. Mój mąż właściwie cały tydzień pracował, nawet w świąteczne dni musiał pewne sprawy pokończyć, więc… tak jakoś zeszło. Ile mogłam to mu pomogłam, ale z wieloma tematami musiał uporać się sam.

Przy okazji święta pracy chciałam napisać tutaj o… pracoholizmie – takim z wyboru i też takim z konieczności, ale tegotygodniowe działania Adama namieszały mi w głowie i zburzyły szkielet argumentacji. Uznałam, że muszę to jeszcze przetrawić.

13:18, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 maja 2012

Ja wcale nie wzbraniałabym się przed takim biustonoszem. Bywa, że brakuje mi kieszeni i schowków, a to jest jakiś pomysł. :-) Chociaż może po prawej stronie byłoby zdrowiej?

22:47, ju-sty-na
Link Komentarze (6) »