Odsłona druga - kobieta i życie.
RSS
sobota, 28 lipca 2012
piątek, 27 lipca 2012

Sporo.

Przede wszystkim przestaliśmy być blokersami – przeprowadziliśmy się do domu z ogrodem. Różnica niewyobrażalna – dla nas, dla rodziców, rodziny, znajomych, kotów… Wymieniać mogę naprawdę długo, bo komfort jest nieporównywalny – zwierzęta wolne, a nie uwięzione w mieszkaniu, goście mający swoje miejsce do spania i rozpakowania bagażu, znajomi nie ściśnięci jak sardynki przy małym stoliku itp, itd…

Początek nie był łatwy – zwłaszcza dla moich rodziców, bo podobno "starych drzew się nie przesadza". Ale to była ewidentna zmiana na lepsze i po bardzo krótkim czasie już na swoje dotychczasowe 48 metrów na 4 piętrze wieżowca absolutnie nie chcieliby wrócić. Jak sami mówią, czują się teraz jak w raju i jedynym ich zmartwieniem jest, że kiedyś będą musieli ten "raj" opuścić. Mam na takie dictum zawsze jedną odpowiedź: "Proszę odmieszkać!" :-)) No bo co sensownego można odpowiedzieć? Mama tak uwielbia ogród, że potrafi chodzić po nim o 4 rano w nocnej koszuli, Tata bez barier i ograniczeń ujeżdża elektrycznym wózkiem "po całej wsi"… Wcześniej tego nie mieli. Nam też jest łatwiej, bo rodzice pod bokiem, więc prościej ich doglądać. Gdybyśmy nie zdecydowali się na wspólne zamieszkanie, dziś mielibyśmy naprawdę duży problem, bo moja choroba "posunęła się" na tyle, że cały obowiązek spadłby na Adama, a tak wciąż możemy go dzielić.

No właśnie: choroba. Cóż, rozwinęła się. Pięć lat temu pracowałam we własnej firmie, prowadziłam samochód i "zaledwie" kulałam, a na dłuższych dystansach chodziłam z laską. Taaak… Fajnie było!…

Ale wiecie co? Bałam się wtedy strasznie, że już za momencik, już za chwilę wszystko totalnie dupnie i będę leżeć niekontaktowa, sparaliżowana, kompletnie zależna od otoczenia. Takie myśli mnie gniotły! Oj, gniotły! Wystarczy przejrzeć mój poprzedni blog, by się o tym przekonać.

I patrzcie! Minęło pięć lat, a baba dalej nadaje! ;-) Z premedytacją użyłam słowa "nadaje", bo w rodzinie zwykło się nazywać mnie "nadajnikiem" lub jeszcze częściej "rezonatorem", że niby tak rezonuję. :-))) Jak rozstawiałam po kątach, tak rozstawiam! Zdrowa czy chora. ;-)

Cóż, ktoś musi być tym "złym policjantem". I to od zawsze była moja rola! ;-))

Przez te pięć lat nauczyłam się, że kondycja fizyczna nie jest równoznaczna z tym, że człowiek staje się jakiś inny. Byłam żoną – jestem żoną, byłam córką – jestem córką itd. Największe zmiany dotyczą chyba pracy zawodowej – jestem na rencie, ale wciąż staram się "nie wypaść z obiegu". To nie jest łatwe, bo nie zawsze można zajmować się tym, czym do tej pory. Ale to temat na osobny wpis. Może kiedyś go rozwinę.

Pewnie, że bywa trudno. Niefajnie jest ze świadomością, że nie da się rady poprowadzić nieprzystosowanego samochodu, a zakupów nie zrobi się "na chodziaka", tylko na wózku. Ale obiektywnie – to nie jest koniec świata!

Przynajmniej to nie jest koniec mojego świata – ten będzie wtedy, kiedy mnie już nie będzie "na tym łez padole", a mój mąż zostanie atrakcyjnym wdowcem do wzięcia. ;-))

23:58, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »

Coś mnie tknęło, że jakoś tak w lipcu zaczynałam blogowanie. Sprawdziłam – niedawno minęło pięć lat mojej mniej lub bardziej intensywnej obecności na bloksie. Tutaj link do mojego pierwszego wpisu. Nie sądziłam, że aż tak mnie to wciągnie. No, no, gratuluję sobie wytrwałości i konsekwencji. :-)

21:34, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
czwartek, 26 lipca 2012

Zajrzyjcie tutaj. Pamiętam, że jak zaczęła pisać na blogu o pieczeniu chlebów i bułek potraktowałam to jak dowcip albo chwilowy odwał, ale okazało się, że to Jej sposób na życie z chorobą. Podobnie jak skoki na bungee, ze spadochronem czy siłownia. To są metody Ethel, niekoniecznie dobre dla innych. Mnie na przykład ciężko byłoby zmusić do takich działań, ale mam inne "koniki" – skuteczne dla mnie, może nie tak widowiskowe, ale MOJE. I wciąż szukam nowych, a co! Ostatnio np. odkryłam czytanie łzawych romansów – trzeba się rozwijać! ;-))) Trochę jaja sobie robię, ale faktem jest, że lekkie, "odmóżdżające" lektury od zawsze pomagają mi wyjść z psychicznych dołków, chyba dlatego, że nie obciążają zestresowanego umysłu i odwracają uwagę od trudnych tematów. Niedawno było mi to potrzebne. Na pocieszenie – ambitniejsza też bywam! ;-)) Ale nie przy dzisiejszej pogodzie, bo teraz:

15:06, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »

Poniedziałkowa impreza urodzinowa Taty udała się wyśmienicie. Wszystko super, nawet pogoda. We wtorek wyjechała siostra z rodzinką, a już dziś wieczorem znajomi pożyczają od nas "osprzęt gościnny", bo teraz dla odmiany do nich zjadą goście i potrzebują składanych łóżek, krzeseł, stołów itd.

Tym razem fala upałów niezbyt mi służy, więc wentylator w pokoju i zasłonięte żaluzje. Siedzę przy chłodnej kawce, podżeram rodzynki, bo wyczytałam, że są energetyczne i słucham RadiaZet. Wysłałam nawet do nich sms na jakiś konkurs – można wygrać 70 tysięcy. Przez godzinę-dwie mogę czuć się bogatsza o te pieniądze. ;-) Ciekawe, ile osób dziennie dzwoni na takie konkursy?

W sobotę na naszej ulicy będzie zbiórka używanej odzieży, pościeli, pierzyn itd. Chętnie bym coś przygotowała, ale chyba zabiorę się za to nie wcześniej niż wieczorem, bo upał…

12:58, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 lipca 2012

Uff, dobrze, że nasz dom jest dosyć duży. Dodatkowe pięć dorosłych osób przez tydzień to trochę wyzwanie. Fakt, że nie cały czas wszyscy są na miejscu, ale i tak bywa tłoczno. No i trzeba dogadać się w takiej kupie ludzi, coś wspólnie zaplanować czy zdecydować. Dziś czeka nas wspólny rodzinny obiad – gar obranych ziemniaków już czeka na ugotowanie, a zrazy w ilości hurtowej właśnie "się robią". W poniedziałek 78 urodziny Taty – impreza na kilkanaście osób. Żeby była pogoda – wtedy część obchodów przeniesie się do ogrodu.

11:22, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 16 lipca 2012

Dziś nie snułam się już po domu jak dusza potępiona. Nawet efektywny (efektowny??? – eee… raczej średnio ;-) ) poniedziałek za mną. Po wszystkim nawet miałam chęć i energię zadbać o siebie – peeling i maseczka były, a jak! Teraz jestem wygładzona i pachnąca. :-)

A jutro będę odgruzowywać moje biurko – to dopiero jest wyzwanie! ;-))

23:44, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 lipca 2012

Najlepiej by było, żeby minionego tygodnia nie było. Nie, nie stało się nic strasznego i nieodwracalnego, ale… popłynęłam psychicznie. Dlaczego? A kto to wie. Nic tego doła nie zapowiadało, jeszcze w sobotę przyjmowałam gości, w niedzielę odpoczywałam, a od poniedziałku nie mogłam się zmobilizować do jakichkolwiek sensownych działań. Nie tak, że nic nie robiłam, nie. Ale zajmowałam się samymi głupotami, tak jakbym za wszelką cenę chciała zabić czas, wypełnić go po brzegi, żeby nie myśleć o rzeczach istotnych. Do tego załączył mi się pesymizm i poczucie bezsensu. Głupio mi, bo trafiło akurat na czas, kiedy mój mąż miał taki natłok spraw, że nie wiedział, w co pierwsze ręce włożyć. A ja… luzik i głupie lektury. :-(( Wstyd mi, ale to było silniejsze ode mnie. Tłumaczę sobie, że to pewnie zmęczenie kilkutygodniową mobilizacją – najpierw trzy tygodnie sanatorium, po powrocie nadganianie zaległości, do tego upał i przygotowanie imprezy.

Uff… Czuję, że już się z tego prawie wygrzebałam. To dobrze, bo od najbliższej środy przez tydzień będziemy gościć pięć osób – przyjeżdża moja siostra z rodziną. Oj, będzie wesoło! ;-))

14:30, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 lipca 2012

Kilka dni mało mnie tutaj było, bo musiałam przygotować imprezę i podjąć znajomych. Rozumiecie? – w tym upale! :-((

Właśnie jestem po, udało się wszystko bardzo dobrze i naprawdę jestem z siebie dumna. Lekko nie było, musiałam wspomóc się wózkiem, bo wymiękałam, ale ta pogoda nawet najzdrowszych rozkłada, więc nie ma co utyskiwać.

A teraz idę spaaać… Należy mi się.

01:47, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
środa, 04 lipca 2012
 
1 , 2