Odsłona druga - kobieta i życie.
RSS
piątek, 24 sierpnia 2012

Myślę o tym na przykład w takich sytuacjach, jak poprzednio opisywana – gdy wychodzą przez okno na dach garażu. Czy wrócą? Czy nie zrobią sobie krzywdy? Niby to mądre kotki i nie odważają się skoczyć stamtąd na dół, ale gdyby którąś podkusiło – mogłoby to źle się skończyć. Tak samo jak ich balansowanie na rynnie okalającej balkon albo ekstremalne skoki na schody…

Po latach (bo kocice są już z nami prawie dziewięć lat) myślę, że do pewnego stopnia muszę im zaufać, bo i tak w pełni ich nie upilnuję. Nie są tylko domowe, wychodzą "na wiochę", mają swoje tereny i "sprawy do załatwienia". Na szczęście okoliczni mieszkańcy są przychylni kotom. Oprócz naszych jest kilka innych, nawet rasowych, które funkcjonują na podobnych zasadach. Nikt ich nie przegania i nie gnębi. Psy też generalnie są do kotów pokojowo nastawione, więc nie jest żle.

Ale do końca i tak nie da się przewidzieć, jakie w tych małych łebkach pomysły się wyklują.

13:38, ju-sty-na
Link Komentarze (7) »
wtorek, 21 sierpnia 2012

Właściwie zaczęło się już wieczorem – ścianą deszczu i widowiskowymi błyskawicami. Nie było słychać burzy, czyli musiała być gdzieś bardzo daleko, ale efekty wizualne były niezłe.

Potem Adam ratował pasikonika. Zabłąkał się biedak do naszego domu i nie mógł sobie poradzić. Okazało się, że był zamotany, wręcz oklejony pajęczynami, a poza tym nie miał jednej skocznej kończyny. Adam obrał go z tych pajęczyn i wyniósł na jakiś krzaczek, ale czy to go uratuje?

Następny był gołąb. Ot, usiadł na naszym balkonie i za nic nie chciał odlecieć. Siedział i już, i w ogóle się nie bał. Myśleliśmy, że może chory, obejrzeliśmy go przy latarce i okazało się, że jest zaobrączkowany, więc pewnie z jakiejś hodowli. Hmmm… Jakoś nie słyszeliśmy, żeby w naszej okolicy ktoś miał gołębie. Naszym kotom odcięliśmy wyjście na balkon, żeby uniknąć potencjalnego aktu przemocy, i zdecydowaliśmy poczekać. Rano ptaka już nie było, czyli pewnie potrzebował tylko odpoczynku. Za to widoczne ślady jego bytności owszem, owszem były… i to sporo. :-(

Okno w naszej sypialni nie jest uchylne, a zostawiając je otwarte na noc ryzykowaliśmy, że zaleje nas deszcz, ale musieliśmy to zrobić, bo duchota była nieziemska. A i tak w nocy wstawałam, żeby zapleść warkocz, bo w rozpuszczonych włosach czułam się jak w futrze. Przy okazji rzut oka za okno, które wychodzi na dach garażu, a tam… jedna z naszych kocic – jak Julia na balkonie. Malowniczo wyglądała. :-) Deszczu nie było i dopiero rano usłyszałam ją wracającą przez okno z dachu. Niezły biwak miała. ;-)) Ciekawe, co stamtąd obserwowała, bo siedziała nieruchomo jak sfinks.

A jakie dziś wieczorno-nocne atrakcje zapewni nam przyroda ożywiona i nieożywiona?

18:38, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
czwartek, 16 sierpnia 2012

Święto miałam lajtowe. O której wstałam się nie przyznam, bo aż wstyd. Potem śniadanie, trochę życia rodzinnego, dwie kawki… Około trzeciej po południu spać mi się zachciało i tak mnie ścięło, że obiad jadłam na kolację – przed dwudziestą.

Wprawdzie spędzić dnia zupełnie bez pracy nie udało mi się, ale ograniczyłam się do drukowania i przystawiania pieczątek. No dobrze, przyznam się… zrobiłam też kilka przelewów. ;-))

Poza tym luzik – maseczka, depilacja, kąpiel, balsamik itp. A za chwilę taka wypiękniona i wypachniona padnę w objęcia Morfeusza (Adasia właściwie ;-)) ).

00:54, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
środa, 15 sierpnia 2012

Jak to ja – przegięłam! Umordowałam się ponad miarę.

Dawkowanie pracy to moja pięta achillesowa – zwykle przydzielam jej sobie tyle, że potem nosem po ziemi ciągnę. :-(( Echhh… Bo mi się wciąż wydaje, że mogę więcej niż naprawdę mogę. W tych kwestiach jestem niereformowalna – z przerwami pracowałam niemal cały dzień.

Ogłaszam wszem i wobec, że przy święcie odpocznę! Chociaż założyć się o to raczej bym się nie odważyła. :-// Ale postaram się być twarda i nieustępliwa. Obiecuję!

00:47, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Przed chwilą to przeczytałam. Nie mogę się pozbierać. Podczytywałam Jego blog i szczerze życzyłam Mu, żeby było lepiej. Miał dla kogo żyć!

23:23, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
niedziela, 12 sierpnia 2012

Odpisywałam na komentarz Zielonej Osiki i zaczął mi się tak rozrastać, że postanowiłam zrobić z niego nową notkę:

Właściwie jesteśmy już weteranami pracy "na swoim" – Adam od 1995 roku, a ja od 1998. Z dziesięć lat pracowaliśmy razem i dobrze nam to wychodziło. :-) Gdy przeszłam na rentę, Adam jakby stracił "wiatr w żaglach" – pogubił się i samodzielne prowadzenie działalności jakoś mu nie szło. Ja z kolei próbowałam być raczej podwykonawcą, pracować "dla kogoś", bo to wydawało mi się mniej absorbujące i w mojej sytuacji bezpieczniejsze. Czas pokazał, że to nie było dla nas dobre. Ja, mimo zawirowań zdrowotnych, mam wciąż sporo energii i chęci do pracy, a Adam w naszym tandemie wyrażnie czuje się lepiej niż solo. Reaktywowaliśmy więc nasz zespół i działamy.

Za wcześnie mówić, że nam się udało – sytuacja jest… rozwojowa i zmienna. Ale perspektywy są – a to już bardzo dużo.

13:44, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »

Moi dotychczasowi zleceniodawcy zamilkli (pewnie walczą z kryzysem), nowych jakoś nie widać, a ja wciąż w gotowości do pracy. Ale roboty niet! :-( W końcu doszliśmy z Adamem do wniosku, że takie "czekanie na Godota" nie ma sensu. Zawsze bardzo dobrze nam się razem pracowało, więc postanowiliśmy do tego wrócić. Tym bardziej, że Adam ma w tej chwili aż za dużo pracy, więc z miłą chęcią przekazał mi pod wyłączną opiekę część spraw, a ja z miłą chęcią je przejęłam.

Tak więc od jakichś dwóch tygodni PRACUJĘ!!! Nie dorywczo, od przypadku do przypadku, ale REGULARNIE – codziennie po 5-6 godzin. Wprawdzie w domu, głównie przy papierach i komputerze, ale widzę, że to ma sens – jest przydatne i faktycznie potrzebne. To nie jest "bicie piany" – robienie dla samego robienia.

W konsekwencji mam mniej czasu – na smęcenie, filozofowanie, rozpamiętywanie tego co złe, snucie się bez celu i wymyślanie sobie zajęć… Paradoksalnie  – to wielki pozytyw braku czasu. :-) I chyba kolejny krok do szeroko rozumianej równowagi.

00:07, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
sobota, 11 sierpnia 2012

Przeglądam propozycje kulturalne dla mojego miasta na najbliższe miesiące.

Wiecie co? Jakoś tak smętnie mi się zrobiło, bo poczułam, że odstaję. Dzieje się sporo, ale ja już nie nadążam. :-( Wcale nie przez chorobę – po prostu taka kolej rzeczy! Poczułam, że do głosu doszło już następne pokolenie, które proponuje coś swojego – i słusznie. I tylko trochę smutno mi, że… jest inaczej niż "za moich czasów" i że już nie do końca to ogarniam. :-(

Długo mnie tutaj nie było. Przy sobocie mam nadzieję trochę popisać, a na razie: dobrej nocy!

00:19, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »