Odsłona druga - kobieta i życie.
RSS
wtorek, 11 grudnia 2012

Oprócz herbaty było pół maślanej bułeczki z masłem. Łakomstwo, ale jakie miłe. ;-))

Teraz kilka słów o czytaniu – to z ciekawości. Mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła – ale ile się po drodze można dowiedzieć! Zawsze byłam głodna wiedzy – z różnych dziedzin, nawet kompletnie mi nieprzydatnych. I mam tak do dzisiaj – jak mnie coś wciągnie, potrafię nad tym siedzieć nawet pół nocy.

Odkryłam, że na stronach internetowych niektórych wydawnictw można znaleźć całkiem spore fragmenty oferowanych książek. Ale uczta!!! Kupuję dopiero jeśli mnie coś bardzo, ale to bardzo zainteresuje. Przynajmniej mam pewność, że wybraną książkę przeczytam. Taka się cwana gapa zrobiłam. ;-))

22:01, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »

Odzywam się wreszcie. Ostatnio bardziej czytająca niż pisząca jestem. Głód wiedzy i kilka fajnych tematów mnie pochłonęło. No i sprawy domowo-rodzinne. Od tego zacznę:

W ubiegłym tygodniu Mama miała robioną koronarografię. Ciężko to przeszła, bardzo boleśnie, do tego olbrzymi krwiak i opuchlizna w pachwinie. Dobrze, że to badanie już za nią. Na szczęście nie potwierdziły się podejrzenia o zmiany miażdżycowe i niedokrwienie serca. Po drodze wykluczono jeszcze zakrzepicę i zatorowość żylną. Super, tylko że objawy – duszność, męczliwość i opuchlizna nóg – nie zniknęły. :-(

Niech Mama wróci trochę do równowagi, dajemy jej trochę czasu, a potem kolejne konsultacje. Chcę, żeby w pierwszej kolejności nad wynikami pochyliła się znajoma, która jest dociekliwą internistką-hematologiem. Może ona na coś wpadnie? Ma w czym grzebać, bo nie tylko w kierunku kardiologicznym, ale wcześniej też w płucnym, gastrologicznym, ginekologicznym i neurologicznym Mamę badano. Haaa... człowiek jednak jest skomplikowany. Nie zawsze od razu wiadomo, co mu dolega.

A może to u nas rodzinne? Mój SM diagnozowano... 19 lat.

Wrzucam tę notkę. Ciąg dalszy po herbacie. ;-))

21:18, ju-sty-na
Link Komentarze (5) »
niedziela, 25 listopada 2012

Kilka razy miałam w ostatnim czasie pomysły na sążniste i pełnokrwiste wpisy. Ale nic z tego – pojawiały się zawsze głęboką nocą, kiedy nie mogłam zasnąć, a rano już nie wydawały mi się ciekawe ani godne uwagi.

Podobnie mam nieraz ze snami – wydają mi się świetne, wprost genialne, ale tylko do chwili, gdy się w pełni obudzę. Wtedy większości nawet nie pamiętam.

22:57, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »

W piątek Mama miała mieć robioną koronarografię. Przyjęli ją do szpitala, spisali wywiad, a potem okazało się, że na oddział przyjęto właśnie tylu zawałowców, że nie starcza łóżek i trzeba znaleźć dla nich miejsca. W efekcie wypisano wszystkich przed chwilą przyjętych na badania – w tym moją Mamę – i umówiono ich na nowe terminy na początku grudnia.

Z jednej strony dobrze – bo Mama jest w domu, ale z drugiej strony - mielibyśmy to już za sobą, a tak wciąż czekamy.

Jak Mamie powiedzieli o tym przesunięciu terminu – przepraszając przy tym bardzo, że taka sytuacja naprawdę rzadko się zdarza – tak szybko czmychała ze szpitala, że nawet się nie przebrała – Adam przywiózł Ją w papciach i dresie włożonym na koszulę nocną. :-))

22:39, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
piątek, 16 listopada 2012

… właśnie obejrzeliśmy. :-(( TEN 

Obsada dobra, na dwójce, więc bez reklam w trakcie filmu – to nas skusiło. A potem tylko czekaliśmy na jakiś fajny i sensowny rozwój akcji. Niestety, nie doczekaliśmy się! Buuu…

No cóż, aktorzy też muszą co miesiąc opłacić rachunki.

00:24, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
czwartek, 15 listopada 2012

Pisałam o naszych rodzinnych zawirowaniach.

1. Jest już wynik histopatologii. Na szczęście to nie była zmiana nowotworowa. Uff…

2. Koronarografia pod koniec przyszłego tygodnia. Mama boi się coraz bardziej, nam też się to udziela.

3. Teściowa trochę się oszczędza i bierze leki. Ze szpitalem ma spokój do wiosny, potem powinna się położyć na ponowne badania. Głowy nie dam, że to zrobi – uparta jest.

4. Ciężko. Coraz wyraźniej widzę, że musimy radzić sobie sami. Faktycznego wsparcia i pomocy raczej nie dostaniemy.

C'est la vie.

00:21, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 listopada 2012

Podoba mi się ten komentarz do wczorajszych "obchodów". Choć jest to śmianie się z własnego garbu, to przynajmniej w miarę inteligentne:

21:30, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
piątek, 02 listopada 2012

Czytam, że "Przedłużająca się żałoba, niezdolność do samodzielnego przechodzenia jej kolejnych etapów, to siła niszcząca...". Coś w tym jest.

W żałobie można być nie tylko po kimś zmarłym, ale na przykład po sobie i po swoim dawnym życiu – jako osoby zdrowej. Jeżeli nasza choroba uznawana jest za nieuleczalną (np. moje stwardnienie rozsiane), prędzej czy później musimy nauczyć się z nią żyć. Inaczej wieczna żałoba nas zniszczy.

20:25, ju-sty-na
Link Komentarze (9) »
czwartek, 01 listopada 2012

Sporo się dzieje w naszej rodzinie i to głównie spraw niefajnych:

1. Tata miał usunięte znamię, które było mocno podejrzane onkologicznie. Teraz czekamy na wynik badania histopatologicznego.

2. Mama jest przed koronarografią – jeszcze w tym miesiącu.

3. Teściowa była w szpitalu, a teraz jest intensywnie leczona. Schorzenie na tyle nietypowe, że w naszym prawie czterystutysięcznym mieście wojewódzkim nie ma specjalistów i musi leczyć się w Poznaniu.

4. Po raz kolejny zawiodłam się na pewnych osobach – liczyłam na prawdziwą pomoc i wsparcie, ale się przeliczyłam. Taaaaak…

Nie potrafię o tym wszystkim spokojnie myśleć i pisać. Blog też już nie jest skutecznym lekarstwem. Szkoda, kiedyś pomagał…

22:19, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
środa, 17 października 2012

Już po północy, ale spałam trochę po południu, więc jeszcze nadaję. Było tak: Adam mnie budzi, że obiad na stole, ja zaspana, że może zjem później. Mężu zdecydowanie, że nie, nie, nie, bo mama przygotowała coś specjalnie dla mnie. No dobra! Zwlekłam się średnio radośnie i średnio przytomnie z łóżka i poszłam na dół. Coś mi było podejrzane, jakiś spisek w powietrzu czułam… Ja patrzę, a na stole w kuchni stoi największy możliwy karton z pizzą. Szok!!! I śmiech całej rodzinki na widok mojej zdumionej miny. Wyjaśniam: Adam i ja często żartobliwie odgrażamy się Mamie, która bardzo lubi nas kulinarnie dopieszczać, że "zamówimy sobie pizzę". Nazwa "pizza" funkcjonuje więc w naszym domu jako synonim niezdrowego żarcia, tego co najgorsze, bo robione i jedzone w pośpiechu, z tego co się nawinie.

Skąd się wzięła ta pizza? Historia była taka: Ja spałam, a zgłodniały Adam myszkował za czymś obiadowym. Kochana Mama chciała mu coś szykować, ale równocześnie chciała też obejrzeć coś w telewizji. Rzuciła więc hasło "Zamów pizzę!", a gdy mój osłupiały mąż upewniał się, czy aby na pewno i czy sobie żartów z niego nie robi, stwierdziła, że nie chce jej się dziś pichcić i też chętnie zje. Adam upewniał się kilka razy, bo nie wierzył. W końcu zamówił Rodzinną pizzę o średnicy 60 cm (!!!) z dowozem. Taki numer! :-))

Pizza była naprawdę olbrzymia, jeszcze takiej nie widziałam. A najfajniejsze, że rodzicom bardzo smakowała, Mama się wprost zajadała. Raz coś innego.

Ha, i pewnie już nie będą mówić o pizzy z taką pogardą. ;-))

00:57, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8