Odsłona druga - kobieta i życie.
RSS
środa, 19 września 2012

Ha, ha, ha… Wiecie o co chodziło z tym leczeniem kanałowym?

To jest oferta jednej z platform telewizji cyfrowej - owszem, chodzi o kanały, ale telewizyjne. :-)) Dziś mignęło mi to gdzieś i mnie olśniło.

A ja już oczami wyobraźni widziałam pochylającego się nade mną dentystę-sadystę. ;-)

22:02, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 17 września 2012

Wśród moich maili znalazłam przed chwilą: "Leczenie kanałowe za 40 zł".

Ałłłaaa…!!! Czym prędzej wyrzuciłam to do kosza. ;-))

00:22, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
niedziela, 16 września 2012

Tak niebanalny, że aż muszę go opowiedzieć. :-)

Otóż mojemu mężowi śniło się, że… przez sen śpiewał piosenki zespołu Boney M. A ja w tym śnie bardzo się martwiłam, i to wcale nie tym, że śpiewa przez sen, ale że Boney M pozwie go za naruszenie praw autorskich. :-)))

 Konia z rzędem temu, kto potrafi ten sen zinterpretować! ;-)

23:12, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
sobota, 15 września 2012

Spójrzcie, o której godzinie piszę tę notkę. Już samo to jest skandaliczne, a jak jeszcze napiszę dlaczego nie śpię…

Bo jestem głupia pinda!

Niezła samokrytyka, co? Ale zżymam się na siebie bardzo, bo podkusiło mnie, żeby zajrzeć w internecie w esemowe tematy. Znowu poczytałam o losie chorych w Polsce, o zbiórkach pieniędzy na horrendalnie drogie leki, o polityce NFZ, o lekarzach, farmaceutach, spiskowych teoriach…

I po co mi to było? Co mi to dało? Co wniosło nowego? Jedno wielkie NIC!!!

Jestem na siebie zła, bo myślałam, że już to przepracowałam, że wyzwoliłam się z tego "esemowego kotła". Tymczasem gdzieś tam w zakamarku mózgu ten temat nadal żyje i nieraz odzywa się myślą w rodzaju: "A może jest coś nowego? Jakieś prawdziwe lekarstwo?"

Idę spać!

03:02, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
wtorek, 11 września 2012

KIEDYŚ

 

 TERAZ

16:37, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
wtorek, 04 września 2012

Nie o mnie tutaj chodzi. Na moje blogi trafiają na szczęście tacy fajni ludzie, że nawet  jeśli różnimy się w poglądach lub rozumieniu spraw, to piszą o tym kulturalnie, a nie żeby bezsensownie "dowalić".

Ale takie "wyczucie" nie jest w internecie powszechne. Aż mnie nosi! Autorka jednego z czytywanych przeze mnie blogów ma zły czas – boleśnie przeżywa kolejny psychiczny kryzys związany z chorobą i nie tylko. I co między innymi w komentarzach dostaje? Chwalenie się egzotycznymi wakacjami w tropikach przez osobę chorującą na to samo, ale obecnie w zdecydowanie lepszej formie. Czemu to ma służyć?!?!?! Ja rozumiem, że to może być udowadnianie sobie i wszystkim wkoło, że daje się radę, że można "mimo"… Ot, takie samodowartościowanie autorki komentarza. Ale w tym konkretnym przypadku odebrałam to jako ewidentny przykład braku wyczucia. Zdołowanej blogerce na pewno to nie pomoże, a tylko dodatkowo ją przygnębi.

Nieraz lepiej milczeć niż mówić lub pisać słowa, które ranią i bolą.

20:38, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
piątek, 24 sierpnia 2012

Myślę o tym na przykład w takich sytuacjach, jak poprzednio opisywana – gdy wychodzą przez okno na dach garażu. Czy wrócą? Czy nie zrobią sobie krzywdy? Niby to mądre kotki i nie odważają się skoczyć stamtąd na dół, ale gdyby którąś podkusiło – mogłoby to źle się skończyć. Tak samo jak ich balansowanie na rynnie okalającej balkon albo ekstremalne skoki na schody…

Po latach (bo kocice są już z nami prawie dziewięć lat) myślę, że do pewnego stopnia muszę im zaufać, bo i tak w pełni ich nie upilnuję. Nie są tylko domowe, wychodzą "na wiochę", mają swoje tereny i "sprawy do załatwienia". Na szczęście okoliczni mieszkańcy są przychylni kotom. Oprócz naszych jest kilka innych, nawet rasowych, które funkcjonują na podobnych zasadach. Nikt ich nie przegania i nie gnębi. Psy też generalnie są do kotów pokojowo nastawione, więc nie jest żle.

Ale do końca i tak nie da się przewidzieć, jakie w tych małych łebkach pomysły się wyklują.

13:38, ju-sty-na
Link Komentarze (7) »
wtorek, 21 sierpnia 2012

Właściwie zaczęło się już wieczorem – ścianą deszczu i widowiskowymi błyskawicami. Nie było słychać burzy, czyli musiała być gdzieś bardzo daleko, ale efekty wizualne były niezłe.

Potem Adam ratował pasikonika. Zabłąkał się biedak do naszego domu i nie mógł sobie poradzić. Okazało się, że był zamotany, wręcz oklejony pajęczynami, a poza tym nie miał jednej skocznej kończyny. Adam obrał go z tych pajęczyn i wyniósł na jakiś krzaczek, ale czy to go uratuje?

Następny był gołąb. Ot, usiadł na naszym balkonie i za nic nie chciał odlecieć. Siedział i już, i w ogóle się nie bał. Myśleliśmy, że może chory, obejrzeliśmy go przy latarce i okazało się, że jest zaobrączkowany, więc pewnie z jakiejś hodowli. Hmmm… Jakoś nie słyszeliśmy, żeby w naszej okolicy ktoś miał gołębie. Naszym kotom odcięliśmy wyjście na balkon, żeby uniknąć potencjalnego aktu przemocy, i zdecydowaliśmy poczekać. Rano ptaka już nie było, czyli pewnie potrzebował tylko odpoczynku. Za to widoczne ślady jego bytności owszem, owszem były… i to sporo. :-(

Okno w naszej sypialni nie jest uchylne, a zostawiając je otwarte na noc ryzykowaliśmy, że zaleje nas deszcz, ale musieliśmy to zrobić, bo duchota była nieziemska. A i tak w nocy wstawałam, żeby zapleść warkocz, bo w rozpuszczonych włosach czułam się jak w futrze. Przy okazji rzut oka za okno, które wychodzi na dach garażu, a tam… jedna z naszych kocic – jak Julia na balkonie. Malowniczo wyglądała. :-) Deszczu nie było i dopiero rano usłyszałam ją wracającą przez okno z dachu. Niezły biwak miała. ;-)) Ciekawe, co stamtąd obserwowała, bo siedziała nieruchomo jak sfinks.

A jakie dziś wieczorno-nocne atrakcje zapewni nam przyroda ożywiona i nieożywiona?

18:38, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
czwartek, 16 sierpnia 2012

Święto miałam lajtowe. O której wstałam się nie przyznam, bo aż wstyd. Potem śniadanie, trochę życia rodzinnego, dwie kawki… Około trzeciej po południu spać mi się zachciało i tak mnie ścięło, że obiad jadłam na kolację – przed dwudziestą.

Wprawdzie spędzić dnia zupełnie bez pracy nie udało mi się, ale ograniczyłam się do drukowania i przystawiania pieczątek. No dobrze, przyznam się… zrobiłam też kilka przelewów. ;-))

Poza tym luzik – maseczka, depilacja, kąpiel, balsamik itp. A za chwilę taka wypiękniona i wypachniona padnę w objęcia Morfeusza (Adasia właściwie ;-)) ).

00:54, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
środa, 15 sierpnia 2012

Jak to ja – przegięłam! Umordowałam się ponad miarę.

Dawkowanie pracy to moja pięta achillesowa – zwykle przydzielam jej sobie tyle, że potem nosem po ziemi ciągnę. :-(( Echhh… Bo mi się wciąż wydaje, że mogę więcej niż naprawdę mogę. W tych kwestiach jestem niereformowalna – z przerwami pracowałam niemal cały dzień.

Ogłaszam wszem i wobec, że przy święcie odpocznę! Chociaż założyć się o to raczej bym się nie odważyła. :-// Ale postaram się być twarda i nieustępliwa. Obiecuję!

00:47, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8