Odsłona druga - kobieta i życie.
RSS
poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Przed chwilą to przeczytałam. Nie mogę się pozbierać. Podczytywałam Jego blog i szczerze życzyłam Mu, żeby było lepiej. Miał dla kogo żyć!

23:23, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
niedziela, 12 sierpnia 2012

Odpisywałam na komentarz Zielonej Osiki i zaczął mi się tak rozrastać, że postanowiłam zrobić z niego nową notkę:

Właściwie jesteśmy już weteranami pracy "na swoim" – Adam od 1995 roku, a ja od 1998. Z dziesięć lat pracowaliśmy razem i dobrze nam to wychodziło. :-) Gdy przeszłam na rentę, Adam jakby stracił "wiatr w żaglach" – pogubił się i samodzielne prowadzenie działalności jakoś mu nie szło. Ja z kolei próbowałam być raczej podwykonawcą, pracować "dla kogoś", bo to wydawało mi się mniej absorbujące i w mojej sytuacji bezpieczniejsze. Czas pokazał, że to nie było dla nas dobre. Ja, mimo zawirowań zdrowotnych, mam wciąż sporo energii i chęci do pracy, a Adam w naszym tandemie wyrażnie czuje się lepiej niż solo. Reaktywowaliśmy więc nasz zespół i działamy.

Za wcześnie mówić, że nam się udało – sytuacja jest… rozwojowa i zmienna. Ale perspektywy są – a to już bardzo dużo.

13:44, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »

Moi dotychczasowi zleceniodawcy zamilkli (pewnie walczą z kryzysem), nowych jakoś nie widać, a ja wciąż w gotowości do pracy. Ale roboty niet! :-( W końcu doszliśmy z Adamem do wniosku, że takie "czekanie na Godota" nie ma sensu. Zawsze bardzo dobrze nam się razem pracowało, więc postanowiliśmy do tego wrócić. Tym bardziej, że Adam ma w tej chwili aż za dużo pracy, więc z miłą chęcią przekazał mi pod wyłączną opiekę część spraw, a ja z miłą chęcią je przejęłam.

Tak więc od jakichś dwóch tygodni PRACUJĘ!!! Nie dorywczo, od przypadku do przypadku, ale REGULARNIE – codziennie po 5-6 godzin. Wprawdzie w domu, głównie przy papierach i komputerze, ale widzę, że to ma sens – jest przydatne i faktycznie potrzebne. To nie jest "bicie piany" – robienie dla samego robienia.

W konsekwencji mam mniej czasu – na smęcenie, filozofowanie, rozpamiętywanie tego co złe, snucie się bez celu i wymyślanie sobie zajęć… Paradoksalnie  – to wielki pozytyw braku czasu. :-) I chyba kolejny krok do szeroko rozumianej równowagi.

00:07, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
sobota, 11 sierpnia 2012

Przeglądam propozycje kulturalne dla mojego miasta na najbliższe miesiące.

Wiecie co? Jakoś tak smętnie mi się zrobiło, bo poczułam, że odstaję. Dzieje się sporo, ale ja już nie nadążam. :-( Wcale nie przez chorobę – po prostu taka kolej rzeczy! Poczułam, że do głosu doszło już następne pokolenie, które proponuje coś swojego – i słusznie. I tylko trochę smutno mi, że… jest inaczej niż "za moich czasów" i że już nie do końca to ogarniam. :-(

Długo mnie tutaj nie było. Przy sobocie mam nadzieję trochę popisać, a na razie: dobrej nocy!

00:19, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
sobota, 28 lipca 2012
piątek, 27 lipca 2012

Sporo.

Przede wszystkim przestaliśmy być blokersami – przeprowadziliśmy się do domu z ogrodem. Różnica niewyobrażalna – dla nas, dla rodziców, rodziny, znajomych, kotów… Wymieniać mogę naprawdę długo, bo komfort jest nieporównywalny – zwierzęta wolne, a nie uwięzione w mieszkaniu, goście mający swoje miejsce do spania i rozpakowania bagażu, znajomi nie ściśnięci jak sardynki przy małym stoliku itp, itd…

Początek nie był łatwy – zwłaszcza dla moich rodziców, bo podobno "starych drzew się nie przesadza". Ale to była ewidentna zmiana na lepsze i po bardzo krótkim czasie już na swoje dotychczasowe 48 metrów na 4 piętrze wieżowca absolutnie nie chcieliby wrócić. Jak sami mówią, czują się teraz jak w raju i jedynym ich zmartwieniem jest, że kiedyś będą musieli ten "raj" opuścić. Mam na takie dictum zawsze jedną odpowiedź: "Proszę odmieszkać!" :-)) No bo co sensownego można odpowiedzieć? Mama tak uwielbia ogród, że potrafi chodzić po nim o 4 rano w nocnej koszuli, Tata bez barier i ograniczeń ujeżdża elektrycznym wózkiem "po całej wsi"… Wcześniej tego nie mieli. Nam też jest łatwiej, bo rodzice pod bokiem, więc prościej ich doglądać. Gdybyśmy nie zdecydowali się na wspólne zamieszkanie, dziś mielibyśmy naprawdę duży problem, bo moja choroba "posunęła się" na tyle, że cały obowiązek spadłby na Adama, a tak wciąż możemy go dzielić.

No właśnie: choroba. Cóż, rozwinęła się. Pięć lat temu pracowałam we własnej firmie, prowadziłam samochód i "zaledwie" kulałam, a na dłuższych dystansach chodziłam z laską. Taaak… Fajnie było!…

Ale wiecie co? Bałam się wtedy strasznie, że już za momencik, już za chwilę wszystko totalnie dupnie i będę leżeć niekontaktowa, sparaliżowana, kompletnie zależna od otoczenia. Takie myśli mnie gniotły! Oj, gniotły! Wystarczy przejrzeć mój poprzedni blog, by się o tym przekonać.

I patrzcie! Minęło pięć lat, a baba dalej nadaje! ;-) Z premedytacją użyłam słowa "nadaje", bo w rodzinie zwykło się nazywać mnie "nadajnikiem" lub jeszcze częściej "rezonatorem", że niby tak rezonuję. :-))) Jak rozstawiałam po kątach, tak rozstawiam! Zdrowa czy chora. ;-)

Cóż, ktoś musi być tym "złym policjantem". I to od zawsze była moja rola! ;-))

Przez te pięć lat nauczyłam się, że kondycja fizyczna nie jest równoznaczna z tym, że człowiek staje się jakiś inny. Byłam żoną – jestem żoną, byłam córką – jestem córką itd. Największe zmiany dotyczą chyba pracy zawodowej – jestem na rencie, ale wciąż staram się "nie wypaść z obiegu". To nie jest łatwe, bo nie zawsze można zajmować się tym, czym do tej pory. Ale to temat na osobny wpis. Może kiedyś go rozwinę.

Pewnie, że bywa trudno. Niefajnie jest ze świadomością, że nie da się rady poprowadzić nieprzystosowanego samochodu, a zakupów nie zrobi się "na chodziaka", tylko na wózku. Ale obiektywnie – to nie jest koniec świata!

Przynajmniej to nie jest koniec mojego świata – ten będzie wtedy, kiedy mnie już nie będzie "na tym łez padole", a mój mąż zostanie atrakcyjnym wdowcem do wzięcia. ;-))

23:58, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »

Coś mnie tknęło, że jakoś tak w lipcu zaczynałam blogowanie. Sprawdziłam – niedawno minęło pięć lat mojej mniej lub bardziej intensywnej obecności na bloksie. Tutaj link do mojego pierwszego wpisu. Nie sądziłam, że aż tak mnie to wciągnie. No, no, gratuluję sobie wytrwałości i konsekwencji. :-)

21:34, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
czwartek, 26 lipca 2012

Zajrzyjcie tutaj. Pamiętam, że jak zaczęła pisać na blogu o pieczeniu chlebów i bułek potraktowałam to jak dowcip albo chwilowy odwał, ale okazało się, że to Jej sposób na życie z chorobą. Podobnie jak skoki na bungee, ze spadochronem czy siłownia. To są metody Ethel, niekoniecznie dobre dla innych. Mnie na przykład ciężko byłoby zmusić do takich działań, ale mam inne "koniki" – skuteczne dla mnie, może nie tak widowiskowe, ale MOJE. I wciąż szukam nowych, a co! Ostatnio np. odkryłam czytanie łzawych romansów – trzeba się rozwijać! ;-))) Trochę jaja sobie robię, ale faktem jest, że lekkie, "odmóżdżające" lektury od zawsze pomagają mi wyjść z psychicznych dołków, chyba dlatego, że nie obciążają zestresowanego umysłu i odwracają uwagę od trudnych tematów. Niedawno było mi to potrzebne. Na pocieszenie – ambitniejsza też bywam! ;-)) Ale nie przy dzisiejszej pogodzie, bo teraz:

15:06, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »

Poniedziałkowa impreza urodzinowa Taty udała się wyśmienicie. Wszystko super, nawet pogoda. We wtorek wyjechała siostra z rodzinką, a już dziś wieczorem znajomi pożyczają od nas "osprzęt gościnny", bo teraz dla odmiany do nich zjadą goście i potrzebują składanych łóżek, krzeseł, stołów itd.

Tym razem fala upałów niezbyt mi służy, więc wentylator w pokoju i zasłonięte żaluzje. Siedzę przy chłodnej kawce, podżeram rodzynki, bo wyczytałam, że są energetyczne i słucham RadiaZet. Wysłałam nawet do nich sms na jakiś konkurs – można wygrać 70 tysięcy. Przez godzinę-dwie mogę czuć się bogatsza o te pieniądze. ;-) Ciekawe, ile osób dziennie dzwoni na takie konkursy?

W sobotę na naszej ulicy będzie zbiórka używanej odzieży, pościeli, pierzyn itd. Chętnie bym coś przygotowała, ale chyba zabiorę się za to nie wcześniej niż wieczorem, bo upał…

12:58, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 lipca 2012

Uff, dobrze, że nasz dom jest dosyć duży. Dodatkowe pięć dorosłych osób przez tydzień to trochę wyzwanie. Fakt, że nie cały czas wszyscy są na miejscu, ale i tak bywa tłoczno. No i trzeba dogadać się w takiej kupie ludzi, coś wspólnie zaplanować czy zdecydować. Dziś czeka nas wspólny rodzinny obiad – gar obranych ziemniaków już czeka na ugotowanie, a zrazy w ilości hurtowej właśnie "się robią". W poniedziałek 78 urodziny Taty – impreza na kilkanaście osób. Żeby była pogoda – wtedy część obchodów przeniesie się do ogrodu.

11:22, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8