Odsłona druga - kobieta i życie.
RSS
poniedziałek, 16 lipca 2012

Dziś nie snułam się już po domu jak dusza potępiona. Nawet efektywny (efektowny??? – eee… raczej średnio ;-) ) poniedziałek za mną. Po wszystkim nawet miałam chęć i energię zadbać o siebie – peeling i maseczka były, a jak! Teraz jestem wygładzona i pachnąca. :-)

A jutro będę odgruzowywać moje biurko – to dopiero jest wyzwanie! ;-))

23:44, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 lipca 2012

Najlepiej by było, żeby minionego tygodnia nie było. Nie, nie stało się nic strasznego i nieodwracalnego, ale… popłynęłam psychicznie. Dlaczego? A kto to wie. Nic tego doła nie zapowiadało, jeszcze w sobotę przyjmowałam gości, w niedzielę odpoczywałam, a od poniedziałku nie mogłam się zmobilizować do jakichkolwiek sensownych działań. Nie tak, że nic nie robiłam, nie. Ale zajmowałam się samymi głupotami, tak jakbym za wszelką cenę chciała zabić czas, wypełnić go po brzegi, żeby nie myśleć o rzeczach istotnych. Do tego załączył mi się pesymizm i poczucie bezsensu. Głupio mi, bo trafiło akurat na czas, kiedy mój mąż miał taki natłok spraw, że nie wiedział, w co pierwsze ręce włożyć. A ja… luzik i głupie lektury. :-(( Wstyd mi, ale to było silniejsze ode mnie. Tłumaczę sobie, że to pewnie zmęczenie kilkutygodniową mobilizacją – najpierw trzy tygodnie sanatorium, po powrocie nadganianie zaległości, do tego upał i przygotowanie imprezy.

Uff… Czuję, że już się z tego prawie wygrzebałam. To dobrze, bo od najbliższej środy przez tydzień będziemy gościć pięć osób – przyjeżdża moja siostra z rodziną. Oj, będzie wesoło! ;-))

14:30, ju-sty-na
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 lipca 2012

Kilka dni mało mnie tutaj było, bo musiałam przygotować imprezę i podjąć znajomych. Rozumiecie? – w tym upale! :-((

Właśnie jestem po, udało się wszystko bardzo dobrze i naprawdę jestem z siebie dumna. Lekko nie było, musiałam wspomóc się wózkiem, bo wymiękałam, ale ta pogoda nawet najzdrowszych rozkłada, więc nie ma co utyskiwać.

A teraz idę spaaać… Należy mi się.

01:47, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
środa, 04 lipca 2012
wtorek, 03 lipca 2012

To jest tak banalnie prosty sposób na wydobycie resztek kosmetyku z tubki, że aż trudno go wymyśleć! Ale od czego są rozmowy z koleżankami. :-))

10:44, ju-sty-na
Link Komentarze (4) »

Nie chciałabym być Kominkiem, który jakoś dziwnie kojarzy mi się z… Kubą Wojewódzkim. A to, zwłaszcza w ostatnim czasie, nie jest pochlebne porównanie.

10:35, ju-sty-na
Link Komentarze (1) »
niedziela, 01 lipca 2012

Powolny i gorący – przecież zaczęły się wakacje! Prawie cały czas spędziłam na dworze – mimo upału. Jestem zaskoczona i aż nie dowierzam – po chyba trzech latach "umierania" przy wysokiej temperaturze, w tym roku (odpukuję w niemalowane!!!) znoszę to całkiem dobrze. I absolutnie nie wiem dlaczego. Oby tak dalej, to może nie będę rodzinną bladą twarzą.

A za chwilę mecz. Komu tu kibicować? Hiszpanie mają corridę, Włosi mafię… (tak, tak, takie argumenty są w mojej rodzinie :-)) ). Chyba zgodnie z moją zasadą – będę kibicowała… ładniejszym! ;-DD

20:31, ju-sty-na
Link Komentarze (3) »
czwartek, 28 czerwca 2012

Byłam w SPA i było wSPAniale!

Źartuuuję… ;-)) Byłam w sanatorium w Ciechocinku. Malutkie 18 miesięcy czekania i NFZ-owy pobyt udało się dostać. Staram się, żeby jakieś moje skierowanie zawsze u nich leżało i "dojrzewało". Dzięki temu co jakiś czas coś bezpłatnego skapnie. Tym razem wyszło super – w świetnym sanatorium, latem i do tego razem z koleżanką. Przy okazji – zdjęcie z poprzedniego wpisu jest jej autorstwa – wolę to napisać, bo czasem mnie za naruszenie praw autorskich "puści w skarpetkach". Ho, ho… Ewa jest groźna! ;-)))

Znamy się podobno od niemowlęctwa, bo nasze mamy mieszkały w tej samej dzielnicy i spotykały się często na spacerach z dziećmi. Jesteśmy rówieśniczkami, więc zapewne nieraz bawiłyśmy się razem w piaskownicy, a może i okładałyśmy się łopatkami. ;-) Później, mimo przeprowadzki na inne osiedle, moja mama woziła mnie do starej parafii do sypania kwiatków w okresie Bożego Ciała, bo w naszej nowej dzielnicy nie było kościoła. Nie znałam za bardzo dziewczynek, z którymi wtedy chodziłam w procesji, ale na obejrzanych po wielu latach zdjęciach z tamtego czasu jesteśmy obok siebie – Ewa i ja. Tak naprawdę świadomie poznałyśmy się w liceum i do dziś się przyjaźnimy – kumoszki na dobre i na złe. :-) Bo przez tyle lat działo się w naszych losach nie tylko fajnie – była też śmierć, wypadki, choroby, zawiedzione miłości, perturbacje szkolne, zawodowe i rodzinne… Jak to w życiu. Nasi mężowie też dobrze się dogadują (znają się już niemal ćwierć wieku), więc nie ma kłopotu, żeby ktoś był zazdrosny lub ograniczał nasze kontakty. Wielokrotnie razem wojażowałyśmy, ale te ostatnie wyjazdy są trochę inne, bo ze mną jadą kule, chodzik, a ostatnio i wózek. Ale jak widać na zdjęciu poniżej, zupełnie nam to nie przeszkadza w dobrej zabawie.

14:53, ju-sty-na
Link Komentarze (2) »
środa, 27 czerwca 2012

Czy tak wygląda "biedna chorunia" (określenie autorstwa Ethel)???

Jak widzicie mam się całkiem dobrze. :-)) To łasuchowanie było w Ciechocinku, skąd kilka dni temu wróciłam.

"Już za chwileczkę, już za momencik…" zamierzam wrócić też na blogowisko.

Pozdrawiam!

00:50, ju-sty-na
Link Komentarze (8) »
środa, 23 maja 2012

Służy mi niepisanie. Mój nowy blog i próba powrotu na blogowisko były zdecydowanie zbyt wczesne. Tych, których zawodzę swoją nieobecnością tutaj i brakiem nowych notek przepraszam, ale jeszcze muszę odpocząć. Nawet na znajome blogi prawie nie zglądam. A za tydzień wyjeżdżam do sanatorium i też raczej nie będę stamtąd pisać. No chyba, że nabiorę wielkiej ochoty. Przecież wiadomo, że kobieta zmienną jest. :-))

Całusy i pozdrowienia dla wszystkich moich czytaczy.

14:04, ju-sty-na
Link Komentarze (7) »